Cztery testy i trening, rachunek proszę!

Wielu fanów Formuły 1 określa niektórych kierowców mianem paydrivera. Oznacza to, że taki kierowca musiał wnieść określoną sumę pieniędzy, aby móc startować w danym zespole. Przez dekady przewinęło się sporo takich kierowców, to normalne w sporcie w którym pieniądze odgrywają tak ważną rolę, ale czy to od razu skreśla takiego kandydata do jazdy? Przecież swoją karierę w Formule 1 dzięki wkładowi finansowemu zaczynali tacy mistrzowie jak Niki Lauda, Michael Schumacher czy też Fernando Alonso! Nawet Pastor Maldonado mimo ciekawego dorobku na YouTube pod frazą “crash” może pochwalić się zwycięstwem! W obecnej stawce mamy Sergio Pereza, Marcusa Ericssona i Siergieja Sirotkina. Ścigają się dzięki sponsorom, których wnoszą ze sobą. Jest jeszcze Lance Stroll, on ma opłacone starty z kieszeni ojca, potentata branży odzieżowej. Jednak co łączy wszystkich wymienionych przeze mnie kierowców? Wszyscy brali i biorą udział w pełnych weekendach wyścigowych! Można pomyśleć, że to logiczne, w końcu płacisz takie pieniądze to może miałbyś być kierowcą rezerwowym?! Otóż można i tak.

Chanoch Nissany w stroju zespołu Minardi F1 Team

Wyobrażacie sobie w wieku 39 lat obudzić się pewnego poranka i powiedzieć sobie, że was olśniło i od dzisiaj koncentrujecie się na tym, aby zostać kierowcą F1? Tak wiem, brzmi to jak absurd, ale dokładnie w ten sposób pomyślał sobie Chanoch Nissany – pierwszy i dotychczas jedyny izraelski kierowca w historii Formuły 1. Różnica między nim, a mną, czy przeciętnym Kowalskim jest taka, że to dobrze obeznany biznesmen znający odpowiednich ludzi, także miał odpowiednie fundusze na spełnienie swojego marzenia. Zaczął się ścigać w wieku 39 lat, a dokładnie w roku 2002. Seria wyścigowa w jakiej debiutował to Węgierska Formuła 2000 – w debiutanckim roku zajął drugą pozycję w klasyfikacji co było nie lada wyczynem, aby w następnych dwóch latach zostać mistrzem i obronić tytuł tejże serii! W roku 2004 wziął udział w trzech ostatnich wyścigach serii Formuły 3000. Powiedzmy sobie szczerze, niczego ciekawego nie pokazał, ale jego marzenie o F1 nie umarło. W końcu gdzie paydriver nie może tam pieniądze pośle! I tak też się niedługo stało.

Chanoch Nissany i Eddie Jordan podczas testów na Silverstone

Jeszcze tego samego roku Nissany chwycił za telefon i uruchomił swoje konto bankowe, dzięki czemu kupił sobie cztery sesje testowe w samochodzie F1. Dwie w zespole Jordan i dwie w zespole Minardi. Ostatecznie został ogłoszony kierowcą testowym zespołu Minardi dnia 2 lutego 2005 roku – coś nieprawdopodobnego! W trzy lata być w Formule 1 bez żadnego doświadczenia mając jedynie sporą ilość pieniędzy. Oczywiście, odstawał od poziomu innych kierowców. Ba, podczas jednych testów zaliczył pięć spinów w ciągu sześciu okrążeń i pokazano przez to dwie czerwone flagi. W bolidzie Jordana był nawet 18 sekund za najszybszym na torze Kimi Raikkonenem! Tylko czemu Nissany miałby się tym przejmować? Został częścią najbardziej prestiżowej serii wyścigowej na świecie! Jednak najważniejsze miało dopiero się wydarzyć.

Nissany w bolidzie Minardi F1 Team

Chanoch Nissany kończył 42 lata, wypadało to akurat na Grand Prix Węgier. Na Węgrzech Nissany był znaną osobą, dlatego jego menadżer mówiący o ładnej akcji marketingowej i zasobne konto pozwoliło na zakupienie sobie sesji treningowej podczas tego weekendu wyścigowego. Nieźle, prawda? W takim wieku taki prezent, po prostu szok! Niektórzy chcieliby zegarek czy po prostu chwilę w ulubionym miejscu, a Nissany dostał sesję treningową w F1. Oczekiwania były, bo rozpisywały się o tym gazety, a ludzie dyskutowali o możliwościach Nissany’a. Niecodziennie debiutuje się w takim wieku i to jeszcze jako pierwszy Izraelczyk, ale czy ktoś kto tak odstawał w sesjach testowych od doświadczonych kierowców może zaliczyć udaną sesję treningową? Po wyjechaniu na tor i przejechaniu kilku kółek w słuchawce inżynierów dało się usłyszeć głos debiutanta, a dokładnie zdanie, które wypowiedział jako pierwszy i ostatni kierowca w historii.

Coś jest nie tak, mam za dużo przyczepności!

I zaraz po tym zjechał do garażu. Kierowca narzekał, że bolid ma za dużo przyczepności, że po prostu jest zbyt szybki! Możliwe? A jakże! Można się domyślić, że ten dzień na pewno nie był udany dla zespołu Minardi, gdyż ich wspaniały kierowca zakończył go w pułapce żwirowej. Swoją karierę zresztą też.

Jego czas był 13 sekund gorszy od najlepszego czasu tej sesji, a do następnego kierowcy tracił zaledwie 10 sekund. Nissany szybko zakończył swój epizod w Formule 1 tak szybko jak go zaczął, ale przynajmniej może się pochwalić tym, że brał udział w weekendzie wyścigowym jako kierowca najważniejszej i najbardziej prestiżowej serii wyścigowej na świecie! To brzmi naprawdę dumnie, trzeba przyznać. Jak widać trzy lata jeżdżenia i wiele pieniędzy zaowocowało. Mimo wszystko nie ma co go osądzać, jakbym miał możliwość to chętnie bym skorzystał z jego okazji, jedynie można mieć pretensje do szefów zespołów, iż dopuszczają do czegoś takiego. Gdy budżet zespołu nie jest w najlepszym stanie to trzeba się ratować każdą możliwością zarobku. Tak jak pisałem na początku, Formuła 1 to sport wielkich pieniędzy, więc zawsze będą paydriverzy – gorsi, czy lepsi. A jak Nissany’a podsumował Nick Heidfeld?

Ktoś tak wolny jak Nissany nie powinien prowadzić bolidu Formuły 1. To za duże ryzyko i stwarza to tylko zagrożenie dla innych.