kubica

1 posta

10 lat od Kanady

8 czerwca 2008 roku – to data, która na zawsze zapisała się w historii polskiego sportu (no dobrze, motorsportu – kibice piłki nożnej nie wspominają jej za dobrze). Dokładnie 10 lat temu Robert Kubica odniósł swoje pierwsze w karierze zwycięstwo w Formule 1. Po obiecującym początku sezonu w wykonaniu BMW Sauber nadszedł moment, na który od dłuższego czasu oczekiwali polscy kibice i wielu ekspertów. Cały świat usłyszał Mazurka Dąbrowskiego – “nieznany hymn” jak to określił James Allen komentujący wyścig w brytyjskiej telewizji Sky.

(fot. formula1.com)

Przyjazny tor, sprzyjające okoliczności

Kubica przyjechał do Kanady pewny swego. BMW od początku sezonu sprawowało się dobrze: “nie mieliśmy najlepszego auta, ale byliśmy konkurencyjni” opowiada Polak w wywiadzie opublikowanym niedawno na oficjalnej stronie F1. Właśnie zajął drugie miejsce w legendarnym Monako, był 4 w klasyfikacji generalnej kierowców ze stratą tylko 6 punktów do prowadzącego Lewisa Hamiltona. 

Lubię tor w Montrealu, a Kanada zawsze była dla mnie przyjazna. Byłem tu szybki w 2006 jeszcze jako rezerwowy kierowca podczas pierwszego treningu. Oczywiście weekend w 2007 był dla mnie zły, ale przyjeżdżając tu w 2008 byłem przekonany, że jest jest do dla mnie dobry tor.

Kubica sprawdza nawierzchnię przed wyścigiem

W tamten weekend wszyscy kierowcy zmagali się z nawierzchnią toru. Uślizgi i obroty zaliczali nawet ci najlepsi. Największe wyzwanie stanowił nawrót prowadzący do najdłuższej prostej na torze. Konieczne było obieranie innej linii przejazdu niż ta optymalna, aby unikać luźnego asfaltu i nie stracić przyczepności. Tak wspomina to Kubica:

Byliśmy silni przez cały weekend, nie tak silni, jak McLaren, ale nie odstawaliśmy. Jednak był jeden decydujący czynnik – rozpadający się asfalt. W niektórych zakrętach, szczególnie w kwalifikacjach, trzeba było zgadywać jaką linię obrać. W kilku miejscach nie pojechałem tak jak trzeba, bo chciałem uniknąć schodzącego asfaltu. Zrobiłem bardzo dobre okrążenie kwalifikacyjne. Na nawrocie trzeba było pojechać bardzo ciasno. Opłacało się nawet przejechać jednym kołem po trawie, zamiast zostać na torze, ponieważ w zakręcie było tak ślisko.

Dobra strategia i szczęśliwy zbieg okolicznosci

Kubica startował do wyścigu z drugiej pozycji i udało mu ją się utrzymać podczas pierwszego stintu, ale nie mógł dogonić prowadzącego Lewisa Hamiltona. Po kilkunastu okrążeniach na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa w związku z awarią Adriana Sutila. Odległości między kierowcami zmniejszyły się, a kiedy otwarto boksy cała czołówka postanowiła zjechać w tym samym momencie. BMW poradziło sobie szybciej z obsługą kierowcy niż mechanicy McLarena i Robert wyjeżdżał z pitlane równolegle z Raikkonenem. Obaj zatrzymali się widząc czerwone światło, które uniemożliwiało im powrót na tor. Nie zauważył go za to Hamilton i wbił się w Ferrari czym zakończył swój udział w GP Kanady (zabierając przy okazji wściekłego Fina ze sobą). Całe zamieszanie jakimś cudem ominęło Kubicę i ten bez żadnych uszkodzeń wrócił na tor, gdy tylko zapaliło się zielone światło.

Z wyścigu wszyscy pamiętają czerwone światło na końcu alei serwisowej, i Hamilton wbijającego się w Raikkonena – całe szczęście nie we mnie, kiedy stałem obok niego. Myślę jednak, że byliśmy w stanie wygrać wyścig nawet bez tego wypadku. Mieliśmy dobrą strategię i dobrze ją wykonaliśmy. 

Kubica jechał na dwa pitstopy. Musiał więc wyprzedzić zespołowego partnera – Nicka Heidfelda i wypracować ponad 20 sekund przewagi, aby zjechać na drugi postój i wyjechać przed Niemcem.

Inżynier (I): WE NEED TO INCREASE THE GAP TO NICK

Robert (R): HOW MANY LAPS I HAVE?

I: WE NEED 10 MORE LAPS, BIG PUSH

R: ALRIGHT

dialog Roberta z inżynierem wyścigowym

I tak zrobił. Na 21 okrążeń przed końcem Kubica zjechał do boksów, mechanicy wywiązali się ze swojego zadania i Polak wrócił na tor przed partnerem z zespołu. Teraz wystarczyło tylko dowieźć dublet dla BMW do mety.

(fot: ERCOLE COLOMBO FOR BRIDGESTONE)

Nieznajomy hymn i niedokończona historia

Gdy Kubica przejeżdżał linię mety, angielscy komentatorzy stwierdzili, że rodzi się nowa gwiazda. Na podium wybrzmiał nieznany wcześniej hymn, a kibice byli przekonani, że usłyszą go jeszcze nie raz.Co mogło pójść nie tak? W końcu Polak po wyścigu objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej, BMW było drugie w klasyfikacji konstruktorów – Kubica liczył na wsparcie zespołu. 

“Ja walczę zawsze, miejmy nadzieję, że zespół da mi szansę powalczyć.” powiedział Polak w rozmowie z Andrzejem Borowczykiem po wyścigu. Niestety, niedługo potem BMW ogłosiło, że odpuszcza walkę w sezonie 2008 i skupia się na rozwoju przyszłorocznej konstrukcji. Wtedy może wydawało się to rozsądne, ale dziś wiemy jaki był finał tej decyzji. Polak stracił szansę na mistrzostwo w swoim najlepszym sezonie w karierze, a BMW w roku 2009 – łagodnie mówiąc – nie należało do najbardziej konkurencyjnych maszyn.

Zwycięstwa Kubicy jednak nikt nie zabierze (pomimo tego, że trofeum znajduje się w siedzibie Saubera), a o jego wyczynie pamięta się do dziś. Liberty Media na swoich oficjalnych kanałach publikuje materiał, w którym Polak wspomina pamiętne GP. To niesamowite, że kierowca z “tylko jednym zwycięstwem” dalej budzi tak duże emocje wśród fanów. Pozostaje tylko trzymać kciuki za Roberta i z pewnością jeszcze usłyszymy Mazurka Dąbrowskiego na torach wyścigowych całego świata – kto wie, może jeszcze raz w Kanadzie?

(fot: ERCOLE COLOMBO FOR BRIDGESTONE)

 

WARTE SPRAWDZENIA:

Wideo ze wspomnieniem zwycięstwa: